Latest Entries »

Itachi&Sasuke – Sasek_U

Dobra, dobra wiem, że miesiąc minął xD Ale to nie moja winą ^^ Chyba :D Nie no, nie będę owijała w bawełnę… Zapraszam na nową notkę :)

Zamówienie Sasek_U !—————————————————————————–

http://www.youtube.com/watch?v=cZjoMDC4xf8 – włączyć przed czytaniem. Dziękuje :*

Itachi&Sasuke

Nocne niebo pokryte było ciemnymi chmurami, z których lał deszcz. Nie było gwiazd i księżyca, które zawsze ciekawsko podglądały w nocy. Ale zamiast nich, co chwila błyskawice oświetlały powierzchnię chmur.

Charakterystyczny dźwięk uderzającej o siebie stali, dawał pewność, że ktoś w tę pochmurną noc ze sobą walczył. Deszcz lał dając życiodajny płyn, potrzebny dla wszystkich. Chłodne krople moczyły wszystko, co było możliwe. I znów dźwięk stali, a po tym piorun i huk.

Dwóch młodych mężczyzn walczyło ze sobą. Jeden z nich walczył kataną, a drugi kunai’em. Widać było, że mężczyzna, który walczył nożem był starszy. Jego czarny płaszcz, ozdabiały czerwone chmurki, lecz gdzieniegdzie peleryna była podarta i brudna. Ubranie nie przeszkadzało mu w poruszaniu, chodź przylegało do niego, można nawet rzec, że mu to pomagało. Drugi chłopak walczący kataną miał na sobie podarta białą koszulę i granatowe spodenki, gdzie w pasie ubrania zostały podtrzymane grubym, fioletowym pasem. Jego rzeczy również przylegały do jego ciała, ale tak samo jak u wyższego chłopaka nie przeszkadzało mu to.

I znów dźwięk ocierających się o siebie ostrzy.

Ich czarne, mokre włosy przyklejone do policzków i wpadające do oczy, co chwila były “odganiane” przez właścicieli. Obaj mieli również bladą skórę, można by ich pomylić z posągami, gdyby się nie poruszali. Oczy jednego i drugiego były czarne. Dwa głębokie tunele bez końca, co chwila błyszczały pogardą, złością i dziwnym zachwytem.

Dźwięk stali i szyderczy dźwięk jednego z mężczyzn.

- Czego się śmiejesz? – Wykrzyczał niższy chłopak, gdy odskoczyli od siebie. Widać było, że długo nie pociągnie tej walki, gdyż był już na skraju wyczerpania.

- Zmarnowałeś prawię całą czakrę, ledwie stoisz na nogach. I niby ty chcesz mnie pokonać? – Zaśmiał się otwarcie.

- Przestań się szczerzyć! Pokonam cię za wszelką cenę! – Mówiąc to chwycił się za prawy nadgarstek i zaczął kumulować czakrę. Wiedział, że to będzie ostatnie uderzenie i nie chciał spudłować. Niebieska energia zaczynała przekształcać się w błyskawicę. Patrząc na to można by rzec, że chłopak “ujarzmił” piorun.

Starszy z barci zapatrzył się na swojego wroga, a jego kąciki ust, co chwila podnosiły się do góry.

Błysk pioruna, który oświetlił chmurne niebo i huk. Był to znak do ruszenia na wyższego mężczyznę. Dźwięk uderzenia o coś było słychać w promieniu dwóch kilometrów.

- Sasuke, powinieneś po ćwiczyć celność. – Ciepły oddech przy uchu chłopaka wywołał u niego dziwny dreszcz. Opadł bezwładnie na kolana i spojrzał przed siebie. Stał tam ogromny kamień z dziurą. Niedowierzanie jak i złość malowały się na przystojniej twarzy. – I widzisz kyodai, mówiłem ci, że nie masz szans. Może i zabiłeś Orochimaru, który jak widać nauczył cię czegoś, lecz ja zawsze będę twoim starszym, silnym aniki – Śmiech przy uchu. – A teraz moja zapłata….

Przeraźliwy krzyk wypełnił ciemny pokój. Usiadł gwałtownie na łóżku powodując mroczki przed oczami. Pot lał się niemiłosiernie z bladego ciała. Serce uderzało szybciej i mocniej, klatka piersiowa unosiła się gwałtownie. Ciemne włosy przyklejone do policzków, rozszerzone oczy, otwarte usta, które łapczywie łapały tlen. Nieprzytomnie ślepia spojrzały przez okno. Burza i błyski były identyczne jak wtedy. Opadł bezwładnie na łóżko, a jego oczy wypełniły się łzami. Nienawidził koszmarów, które były jego rzeczywistością. Za każdym razem wciskały się w jego umysł, pokazując obrazy i zdarzenia, o których chciał zapomnieć. Sasuke skulił się w kłębek, zakrywając się kołdrą. Przymknął powieki i zobaczył bladą twarz, podobną do niego, lecz bardziej mroczniejszą. Wzdrygał się i otworzył czarne oczy. Nie chciał widzieć go! Już nigdy, nie chciał, lecz jego prośby również nigdy nie zostaną spełnione jak i wysłuchane. Patrzył na biały sufit i próbował zapomnieć swoją klęskę. Po kilku minutach zasnął, pogrążając się znów w szarej rzeczywistości, jakimi są koszmary.

Promienie słońca zaczęły drażnić zamknięte powieki. Chłopak przewrócił się na drugi bok chcąc dalej spać, lecz nie było mu to dane, gdyż ktoś wszedł do pokoju.

- Sasuke! Wstawaj. Czas coś zjeść! – Usłyszał melodyjny głos. Leniwie otworzył oczy i usiadł na łóżku. Spojrzał na kręcącą się osobę i bezgłośnie westchnął. Był zmęczony, ponieważ w nocy, co chwila budził się ze swoich snów, które nie pozwalały mu spokojnie zasnąć. – Wyglądasz okropnie. Zjedz śniadanie, a na pewno nabierzesz sił. – Postawił przed czarnowłosym tacę z jedzeniem i wyszedł z pokoju.

- Dlaczego? – Zapytał się sam siebie brunet. Nie wiedział. Nie znał odpowiedzi. I zapewne nigdy nie będzie jej znał. Był zdziwiony, że przez te trzy dni Naruto się nim opiekuje. Nie wiedział jak on go znalazł, gdy przegrał walkę z Itachim. Nie wiedział gdzie udał się jego brat. Ale był pewien jednego. ON przyjdzie i to zapewne w najbliższym czasie. Bał się tego, bał tak samo jak wtedy, gdy spojrzał kiedyś na swoich martwych rodziców, przy których stał jego oniichan z zakrwawioną kataną. Nie chciał, nie chciał znów czuć tego bólu, który rozrywał jak i teraz rozrywa jego duszę, serce i umysł. Potrząsnął głową chcąc wyrzucić zbędne dla niego myśli. Spojrzał najedzenie i lekko się uśmiechnął.

Zjadłszy śniadanie, położył pustą tacę na szafkę nocną i położył się. Kiedy to zrobił do pokoju wszedł Naruto i uśmiechnął się do niego. Zabrał tacę i chcąc już wyjść ze sypialni zatrzymał się, gdy usłyszał niewyraźne słowa:

- Dla.. Dlaczego ja tu jestem? Dla.. Dla..czego…- Sasuke nie dokończył swoich pytań, gdyż przerwał mu blondyn, który spojrzał na niego smutno.

- Później Sasuke, dobrze? Teraz ja.. Ja.. Mam coś innego na głowie. – Uśmiechnął się. – Ty odpoczywaj i regeneruj siły. – I wyszedł z pokoju.

Czarnowłosy po chwili stał i spojrzał przez okno. Promienie słoneczne oświetlały wszystko, a roześmiani ludzie chodzili tu i tam. Wiedział, że znajduje się w domu Uzumakiego. Kiedy chciał odejść od okna, mignął mu blond czupryna? Przyjrzał się uważniej i zobaczył jak Naruto obejmuje zarumienioną, Sakurę. Widać było, po ich twarzach, że są szczęśliwi. Zdziwił się trochę, gdy różowo-włosa nieśmiało pocałowała blondyna. Myślał, że ona zawsze będzie szalała na jego punkcie i nie zwracała głowy dla Naruto. Westchnął gdyż wiedział, że tu on nie pasuje. Nie będę jak dawniej. Każdy przez te pięć lat jego nieobecność zmądrzał i wydoroślał i znalazł swoją drugą połówkę i oddanych przyjaciół. Wiedział, że nie może tu zostać.

Poszedł do krzesła, na którym były położone ubrania i jego katana. Ubrał się i pościelił łóżko. Wyjął z jakiejś szuflady kartkę i położył ją na biurko, gdzie stało pióro i czarny atrament. Zaczął kreślić coś na papierze by po chwili z zadowoloną miną przeczytać to głośno:

- Arigatou Naruto za wszystko. Nie pasuje tutaj i ty sam o tym doskonale wiesz. Nie szukaj mnie jak kiedyś. Będę szczęśliwy, kiedy ułożysz sobie życie i zapomnisz o mnie. Jeszcze raz bardzo dziękuje. Sasuke. – Położył liścik na szafce nocnej, wziął swoją katanę i wyszedł z mieszkania Uzukamiego.

Leniwie zaczął maszerować do swojej posiadłości, żeby wziąć, co potrzebne i wyemigrować z Konohy. Słyszał, co chwila obelgi rzucane w swoją stronę, lecz nie przejmował się nimi. Szedł dumnie z podniesioną głową. Kiedy doszedł do posiadłości Uchihów, otworzył drzwi kluczem, który był ukryty i wszedł do środka. Zdziwił się, gdy zobaczył porządek, a nie kurz, bród i pajęczyny. Uśmiechnął się i zamknął drzwi. Wszedł po schodach na pierwsze piętro gdzie znajdował się jego pokój. Kiedy był już w środku pomieszczenia uśmiechnął się znów. Tu również było czysto, ale Sasuke wiedział, że osoba sprzątająca nie dotykała jego rzeczy. Rozebrał się i poszedł do łazienki. Przygotował sobie kąpiel i zanurzył się w ciepłej wodzie, która rozluźniła jego wszystkie mięśnie. Rozmyślał długo o tym, co się stało i stanie. Z wyczerpania już wszystkich sił zasnął w wannie.

Obudził go hałas. Nie wiedział skąd pochodził jak i również nie wiedział ile spał. Wyszedł już z zimnej wody i opasał się ręcznikiem. Wyszedł z łazienki i od razu zauważył, że panowała ciemność. Tylko księżyc i miliony gwiazd oświetlały łóżko. Położył się na łóżku i przeciągnął się jak duży kocur, mrucząc przy tym.

- No, no Sasuke.. Może zamiast postaci ludzkiej, powinieneś być kotem. – Usłyszał głos dochodzący z fotela. Usiadł gwałtownie na łóżku i spojrzał w tamtą stronę, lecz nic nie mógł zobaczyć.

- Kim jesteś? – Zapytał spokojnie chodź w środku bał się, gdyż jeszcze nie odzyskał sił po kilkudniowej walce z Itachim. Wzdrygał się, kiedy to sobie przypomniał.

Owa postać siedząca na fotelu uśmiechnęła się i wstała kierując się do czarnowłosego.

- Odpowiadaj! Nie nauczyli cię kultury? – Chciał, żeby jego głos brzmiał zimno, lecz jakiś dziwny strach nie pozwalał na to, co spowodowało, że głos mu drżał.

- Och! Sasuke! Nieładnie tak się odzywać do swojego pana. – Postać zaśmiała się i wyłoniła z ciemności ukazując swój czarny płaszcz w czerwone chmurki i przystojną twarz.

- Mo.. Moim panem? – Zapytał głucho. Dopiero wtedy przypomniał sobie umowę zawarta z Itachim.

Dwaj mężczyźni stali naprzeciw siebie mierząc się wzrokiem. Słońce drażniło ich czarne oczy, lecz oni nie mrugnęli nawet z tego powodu.

- Jak mnie zabijesz to, co ci da? – Zapytał mężczyzna w płaszczu.

- Wypełnię swoją obietnicę. – Odpowiedział spokojnie drugi chłopak.

- Obietnicę, powiadasz? – Zaśmiał się. – To gdzie będziesz się podziewał, kiedy tą obietnicę spełnisz? Hym.. W wiosce liścia? Tam uważają cię za zdrajcę, nic nie wartego śmiecia. Nawet, Naruto zaprzestał szukać cię. – Zdziwcie malowane na twarzy Sasuke. – Chyba zapomniałeś, że ON ma własne życie… – Powiedział z kpiną. – A co będzie, jeżeli ja wygram? – Zapytał niewinnie.

- Nie wygrasz.. Zabije cię! – Odparł szybko.

- Jesteś zbyt pewny siebie Sasuke-kun. – Cmoknął wyższy chłopak. – Jeżeli ja wygram będziesz moim niewolnikiem, aż do znudzenia. – Powiedział uśmiechając się.

- Co? – Zapytał zaskoczony Sasuke.

- No, ale jak twierdzisz, że ty wygrasz, hym… To wygrasz. – Zaśmiał się. – Ale jak nie to, będzie jak ja powiedziałem. Umowa stoi? – Zapytał się z dziwnym wyrazem twarzy. Przez chwilę Sasuke zastanawiał się, ale odparł potakująco głową, że się zgadza.

- Tak twoim panem. – Podszedł do niego i pochylił się nad im. – Byłeś zbyt pewny siebie mój drogi. – Itachi owinął ucho brata ciepłym oddechem.

Sasuke zaśmiał się cicho, co spowodowało zdziwienie na twarzy drugiego mężczyzny.

- Pamiętaj, że niewolnicy się buntują i w najmniej niespodziewanym momencie mordują swoich panów. – Powiedział młodszy brat.

- Wiem o tym. A ty pamiętaj, że niewolników traktuje się jak śmieci. – Odpowiedział i przygwoździł Sasuke do łóżka. Zdziwiony ruchem mężczyzny, patrzył się tylko na niego i pozwolił mu na to, żeby Itachi usiadł mu na biodrach i przytrzymał ręką jego nadgarstki. Sasuke przestraszony czynami brata chciał się uwolnić.

- Złaź ze mnie! – Szamotał się przez chwilę, lecz uścisk dłoni była silna, a ciężar nie pozwalał mu się podnieść. Przez swoje próby uwolnienia się, co chwila ocierał się o krocze Itachiego. Kiedy znów próbował się wydostać, znieruchomiał gdyż, gdy się ocierał poczuł, że jego brat się podniecił?

- Było się nie szamotać! Teraz będziesz musiał mnie zaspokoić. – Powiedział mu do łóżka i zaczął ssać mu małżowinę, przez co usłyszał urwany jęk.

- Co? – Wykrzyczał Sasuke. – Ja.. Nie… Ty.. Ty.. – Dalsze słowa zostały przerwane przez zaborczy pocałunek. Itachi brutalne rozsunął swoim językiem wargi chłopaka i zaczął go smakować. Mruknął po kilku minutach zadowolony, gdy sam niewolnik zaczął się poddawać i odwzajemniać pieszczotę. Sasuke był tak jakby zahipnotyzowany. Przyjemność płynąca z tak banalnej rzeczy była cudowna. Dawała rozkosz, namiętność i podniecenie. Wolna ręka Itachiego powędrowała na twardy już sutek i zaczął go drażnić. Całowali się dość długo, namiętnie i z nutką brutalności. Usta Pana zjechały na szyję zostawiając na niej czerwone punkciki. Język łagodził miejsca gdzie Itachi gryzł różne miejsca na ciele kochanka. Co chwila było można słyszeć jęki i westchnienia. Wargi członków Akatsuki objęły wolny sutek. Ssał go i podgryzał spawając większą rozkosz. Puścił ręce Sasuke i poczuł jak one zanurzają się w jego włosach. Wargami zjechał na podbrzusze liżąc je i dziobiąc zębami. Itachi zdjął mu biały ręcznik, a rękoma od razu zaczął obmacywać penisa chłopaka i jego jądra. Po chwili zabawy ręce zastąpiły wargi Itachiego, które od razu wzięły męskość niewolnika do ust. Gdy mężczyzna to zrobił usłyszał krzyki poczuł jak ciało pod nim wygina się w łuk. Przez kilka minut bawił się skarbem Sasuke, lecz nie pozwalał, żeby on doszedł. Wyjął męskość chłopaka z ust i szybko się rozebrał. Spojrzał na swojego niewolnika i zgiął jego nogi pod kolanami kładąc je na barki. Spojrzał znów na Sasuke. Lśniące czarne oczy zalane rozkoszą, rozchylone nabrzmiałe usta, z których co chwila wymykały się jęki. Ręce zaciśnięte na pościeli i ciało wygięte w lekkim luku. To dało, że Itachi nie wytrzymał. Wszedł w niego bez przygotowania i usłyszał krzyk. Nie przejmował się tym, dopchał swojego penisa do końca i jęknął, gdy mięśnie zacisnęły się na jego męskości. Od razu zaczął się poruszać nie przejmując się, że sprawia ból dla kochanka. Usłyszał zachrypnięty głos i spojrzał na Sasuke:

- Ty pieprzony skurwysynie! Kiedy to się skończy zabiję cię. – Z czarnych oczy płynęły łzy.

- Och przestań! Ciesz się chwilą. – Zaśmiał się i znów usłyszał krzyk, gdy trafił na prostatę czarnowłosego. – I widzisz, jak miło..

Przyśpieszył i co chwila słyszał pojękiwania, bądź krótkie krzyki, kiedy trafiał na czułe miejsce niewolnika. Sasuke znów krzyknął ogłaszając swój orgazm, a Itachi wystrzelił w niego z cichym jękiem. Po chwili wyszedł z niego opadając na łóżko. Przekręcił głowę żeby zobaczyć Sasuke, który prawie zasypiał.

- Musisz się do tego przyzwyczaić, Sasuke-kun… – Powiedział i przymknął powieki. Zakrył się i Sasuke kołdrą i również zasnął jak młodszy brat.

—————————————————————————–

OMG! Skończyłam… Bolą mnie plecy.. Od złego siedzenia ^^.. No, ale chyba było warto.. Proszę o komentarze i krytyki!! :D Dziękuje:)

 

1. Wstęp.

Witam! Tak na początku chciałam bym przedstawić Wam mój krótki wycinek z życia, w którym zorientowałam się, że sex jest moim jednym z ważniejszych rzeczy w życiu.

        Moje pierwsze zetknięcie się z erotycznym światem było w wieku trzynastu lat, kiedy to kolega przy mnie odwiedził stronę z filmami porno. Jak dzisiaj pamiętam moją pierwszą reakcję na widok gołego mężczyzny. Uważałam, że nagie, męskie ciało jest obrzydliwe. Jednak gdzieś tam w środku oświeciła mi się lampka z napisem „ciekawość”.Zawsze, gdy rodzice wychodzili i zostawałam sama w domu, wchodziłam na takie strony i poznawałam wszystkie ciekawostki z tego świata.  Dowiedziałam się, co to jest masturbacja, sex analny, oralny, zobaczyłam, na czym polega stosunek i czym jest homoseksualizm. Do dzisiaj żałuję, że w tamtej chwili nie mogłam zobaczyć swojej miny. Tak jak na filmie włożyłam swoją dłoń do majteczek i zaczęłam stymulować łechtaczkę. Na początku nic nie odczuwałam i po kilku minutach zakończyłam zabawę. Kilka dni później skierowałam mocny strumień wody na moją kobiecość i wtedy poczułam pierwszą przyjemność z masturbacji. Powtarzałam to prawie regularnie,gdy chodziłam się kąpać. Było mi dobrze i chciałam więcej.

       Mijały miesiące, a ja eksperymentowałam m.in. z poduszką, palcami, elektryczną szczoteczką. Na więcej się w tamtych czasach nie odważyłam. Być może się bałam.Zapisałam się do forum erotycznego i czytałam porady na temat urozmaicenia swojej masturbacji. W wieku szesnastu lat poszłam na imprezę związku z osiemnastymi urodzinami mojej kuzynki. Na dużym stole były poukładane prezenty, a każdy z gości bawił się w głąb sali. Z jednej z wielu toreb wyciągnęłam średniej wielkości wibrator i włożyłam go do swojej torby. Dopiero, gdy przyszłam do domu nad ranem z rodzicami, którzy po kilku minutach poszli spać postanowiłam wypróbować nową zdobycz. Pamiętam, że na początku się tego obawiałam, ale gdy wsadziłam go w odpowiednie miejsce, a on zaczął przyjemnie wibrować, przeżyłam pierwszy w życiu prawdziwy orgazm. Potem robiłam to kilka razy dziennie. Uzależniłam się. Za każdym razem było inaczej i bardziej mi się to podobało. W tamtych czasach nikomu by nawet przez myśl nie przeszło, że wzorowa uczennica może wyprawiać takie rzeczy w swoim pomarańczowym pokoju.

***

Na dzisiaj to tyle. Takie krótkie wprowadzenie do mojego życia. Do napisania.

” O chłopcu, który handlował koleją”.

Napisane by Kołek.

Pewnego dnia Euzebiusz po namyśle napisał opowieść. Pisał ją 12 godzin, potem następne 12 godzin… ( moglibyśmy napisać 24 godziny, alke nasze złożone umyły o IQ 62 na to nie pozwalają) . W końcu skończył i wysłał do agencji, w której przyjęto go z otwartymi na oścież różowymi ramionami Hello Kitty. Agencja nazywała się ” Hello Panie RuSh” i przyjmowała zgłoszenia dosłownie wszystkich. Euzebiusz inteligentnie spojrzał na swoją powieść i dopisał kilka banalnych słów po czym dano ją do druku. Książka opowiadała o chłopcu, który handlował wagonami kolejowymi na kilogramy i dorobił się na tym grubej kasy, którą później przepuścił na prostytutki i alkohol. Powieści chętnie słuchały dzieci przed snem, i staruszkowie przed lewatywą. W końcu Euzebiusz zrozumiał, że podobają mu się chłopcy pokroju Matt’a Pokory, więc szukał takiego po całym świecie. Wielu Timbalandów i Timberlejkóff rzucało mu kwiaty do stóp podziwiając jego oryginalną i cudowną urodę, jego wrodzoną słodkość, a zarazem… No cóż… Był tylko słodki… Jednak on szukał Matt’a Pokory, ale go nie znalazł, bo ten zamaskował się w bazie wojskowej ” Nerka ” i został tam do starości…(położenie bazy utajniono). Euzebiusz nie poddając się wrócił do domu i poprzysiągł sobie, że go znajdzie. Zaraz jednak po wejściu do domu zrezygnował z tej przysięgi, usiadł w fotelu i zasnął przy kubku różowej galaretki, którą obsesyjnie dzień po dniu wypijał o tej samej porze. Książka straciła na wartości i nikt już jej nie chciał kupować. A Euzebiusz cały dochód z książki przepuścił na poszukiwania Matta Pokory, przygodne prostytutki i różową galaretkę…

Rozdział XVII- Temet nosce. (łac.)

Było zimno.

Przerażająco zimno.

Eugene leżał na kamiennych schodach nad Wisłą. Był siny, wyziębiony i przemoczony. Ledwo oddychał. Co jakiś czas z jego ust wydobywał się jęk. Brzmiał jak przeciągłe zawodzenie wiatru, albo jak pisk zabijanego zwierzęcia. Obok niego siedziała dziewczyna. Była żyjącym kontrastem do leżącego chłopaka. Ona również była przemoczona, ale siedziała obok Eugene’a z dziwnym uśmiechem na twarzy. Była to dość dziwna postać, wyglądała jak zjawa. Zmoczone włosy wyglądały jak czarne, co razem z czarnym strojem tworzyło przeciwieństwo do bardzo jasnej cery dziewczyny. Gładziła go białą jak porcelana ręką po twarzy i szeptała coś. Pewnie coś dla otuchy.

-Czemu ja tu jestem ?- powiedział zaraz po otworzeniu oczu

– Miałem nadzieję, że to będzie koniec.

-Miałeś nadzieję, że to będzie koniec? Koniec czego ? -spytała zmartwiona dziewczyna.

-Cierpienia. Miałem nadzieję, że śmierć przyniesie zapomnienie. Najwyraźniej nie jest mi ono pisane- Eugene powiedział zmartwiony tym faktem.

-Zapraszam cię na gorącą czekoladę do pobliskiego baru. Tam mi wszystko opowiesz. Czasami warto otworzyć się przed kimś obcym. Od tak po prostu. Wtedy często przychodzi jakieś niespotykane rozwiązanie. – powiedziała dziewczyna dziarskim tonem.

Eugene spojrzał się na nią nieufnie. Nie wiedział co myśleć. To znaczy wiedział, ale bronił się przed tym. Wiedział, że nie chciał umierać. Wiedział, że zawdzięcza jej życie i wiedział, że ma wobec tego groteskowo ubranego (Eugene zauważył, że dziewczyna wybitnie nie potrafi się ubrać, ani umalować) stworzenia wielki dług.

-No nie daj się prosić.- dziewczyna zrobiła figlarne spojrzenie i wzięła go za rękę.

 

Kawiarenka.

Raczej kilka stołów z krzesłami od różnych kompletów. Ciężkie powietrze pachnące różnymi kadzidłami i unoszący się w powietrzu zapach parzonej herbaty. Wszystko w intensywnych kolorach czerwieni, fioletu i purpury. Eugene nie mógł czuć się w tym miejscu zbyt swobodnie. Sam wolał bardziej schludne, bardziej minimalistyczne wnętrza w kolorach nie tyle zimnych ile nie narzucających się. Dziewczyna posadziła go przy jednym ze stołów w kącie pomieszczenia, a sama udała się po napoje. Eugene wyraźnie przypominał sobie szczegóły tamtej sceny. Widział twarze wykrzywione w ekstazie. Widział splątane ciała. Słyszał przyspieszony oddech. Zrobiło mu się nie dobrze. Miał ochotę zwymiotować. Miłą odmianą był powrót dziewczyny z dwoma parującymi kubkami wypełnionymi brązową, pachnącą czekoladą.

-No to skoro już jesteśmy na miejscu pozwól, że się przedstawię. Jestem Natalie. Prowadzę schronisko dla zwierząt, całkiem nie daleko stąd. A ty ?- powiedziała. To pytanie byłoby banalne, gdyby Eugene był w klubie. Poza tym rzadko chwalił się swoją profesją. Oficjalnie był tłumaczem i stylistą. Czuł, jednak że tym razem nie powinien niczego ukrywać.

-Jestem Eugene i jestem … tylko nie oceń mnie źle, mężczyzną do towarzystwa.- Eugene zamilkł, spodziewając się oburzenia, krzyków czy czegokolwiek innego. Ku jego zdziwieniu dziewczyna uśmiechnęła się tylko rozbrajająco i powiedziała

– to raczej niecodzienny zawód. Tak myślę.

– Nie przeszkadza Ci to kim jestem ? spytał Eugene.

– Jesteś przede wszystkim człowiekiem. I jako człowieka Cię szanuję, a to w jaki sposób pracujesz to Twoja sprawa, zresztą nie mi to oceniać.- powiedziała wyrokująco i z bardzo mądrą miną.

– no to zacznij od początku- zachęciła Natalie

-”Na początku było słowo”- zaczął Eugene.

-Nie do końca o taki rodzaj początku mi chodziło, ale mamy mnóstwo czasu, więc możesz mi opowiedzieć nawet całą historię życia- powiedziała to zdanie z uśmiechem, który zachęcał do tego rodzaju zwierzeń. Eugene generalnie poza klubem był raczej introwertykiem. Uzewnętrznianie się ludziom, a zwłaszcza obcym było zdecydowanie przeciw jego naturze. Nie wstydził się. Po prostu ludzie zazwyczaj rozumieli go na opak, a Eugene nie znosił się tłumaczyć. Coś jednak w tej dziewczynie powodowało w nim chęć otwarcia. Może to, że więcej jej nie spotka (w końcu ekskluzywnie to nie wyglądała), a może jakiś rodzaj empatii.

-Tak całkiem od początku to mogłoby zabraknąć czasu i chęci, ale chętnie Ci opowiem, jak to się stało, że stałem się tym kim stałem.- Zaczął Eugene ponownie

-Generalnie nie pochodzę z bogatej rodziny. Brak pieniędzy, brak rzeczy zawsze kojarzyły mi się z brakiem czegoś wyższego. Bezpieczeństwa, tak sądzę. Pomimo, że zacząłem studia dzienne, miałem iść do pracy. Studia albo praca. Inaczej się po prostu nie da. Kiedyś po rodzinnej kłótni poszedłem do klubu zabawić się. Trochę wypiłem. Trochę dużo. Zacząłem flirtować z ludźmi i szło mi to naprawdę dobrze. Ludzie stawiali mi drinki itp itd. Takich szczegółów chyba nie musze opowiadać. Ważne jest to, że wtedy poznałem Viviene. Wyglądała zabawnie, to znaczy bardzo nietypowo. Trochę przerażająco jak o tym teraz pomyślę ( Eugene zaśmiał się nerwowo ). Miała na sobie czarną skórzaną tunikę przylegająco do ciała i buty zrobione ze stali na ogromnym obcasie. Porozmawialiśmy, umówiliśmy się na kawę następnego dnia, bo jak ona sama stwierdziła: ma dla mnie propozycję.

-Co to była za propozycja ? A tak poza tym chcesz drugą czekoladę ? – wtrąciła Natalie wyraźnie zaciekawiona.

-Nie, dzięki za czekoladę już czuje się nieźle- Eugene uśmiechnął się i kontynuował- Bar sushi z kawą … Tak też byłem zaskoczony. Zamiast krzeseł jakieś czarne półkule, a filiżanki w kształcie czarek. Wszystko drogie, ekskluzywne i zdecydowanie nie na moją kieszeń, a ja zawsze wolę płacić za siebie. Viviene już tam była. Skinęła na mnie ręką i w czasie kiedy ja dochodziłem do stolika kelner postawił dwie dziwne filiżanki pełne czarnego jak smoła naparu, ale za to jak pachniał ! Kobieta powiedziała, że prowadzi klub i że szuka kogoś dla siebie dla towarzystwa na kilka wieczorów. Powiedziała że zapłaci 500 zł za noc, bez seksu, ani niczego krępującego. Po prostu mam tam być i pięknieć. Cóż, to była piękna wizja, dla biednego studenta wiecznie proszącego o pieniądze. Zgodziłem się bez większego wahania. Nawet jakby nie zapłaciła to i tak miałem zamiar chodzić po klubach.

Powiedziała, że mam być w tym miejscu dzisiaj wieczorem, ale ubrany jak to ładnie określiła “nie tak”. Zawsze ubierałem się schludnie i w miarę z modą, ale cóż pieniądze mnie mocno ograniczały. Kobieta dała mi w sumie 2500 zł i powiedziała, żebym się jakoś odział do tego klubu. Miałem wydać wszystko i nie oszczędzać. Powiedziała, że pozna. Po czym wyszła, zapłaciwszy wcześniej rachunek.

Pojechałem do centrum handlowego i ubrałem się w to co zawsze marzyłem czyli kaszmirowy sweter, spodnie rurki z włoskiej bawełny i buty z cielęcej skóry. Poszedłem jeszcze do fryzjera, kosmetyczki. Generalnie do godziny 19 cudem udało mi się wyrobić na miejsce. Przyjechała motorem. Dojechaliśmy na miejsce w ciągu kilku minut.

 

Nie poznałem nazwy klubu, ale było to cudowne miejsce. To znaczy wtedy tak myślałem, teraz zakwalifikowałbym je jako średnio dobre. Byłem traktowany jak piesek w torebce.

-To jest Eugene, mój nowy nabytek. Prawda że uroczy ? – Mówiła Viviene do każdej rozpoznanej osoby. Tak się działo przez trzy kolejne dni. Codziennie musiałem być inaczej ubrany. Codziennie miałem wyglądać inaczej. Dużo ze mną rozmawiała o moich planach na życie. Powiedziała, że z tego co zarobię jako tłumacz będę mógł sobie kupić na kredyt co najwyżej kawalerkę. Złożyła mi propozycję. Powiedziała, że jeśli się z nią prześpię będę dla niej pracował i da mi jednorazowo dziesięć tysięcy złotych. Moja praca miała polegać na zadowalaniu klientów. To jak to będę robił miało zależeć ode mnie. Powiedziała że sześćdziesiąt procent zysku z każdego klienta zostanie dla mnie, ale reszta trafi do niej. Postanowiłem spróbować, w końcu niezależnie od sytuacji dostanę dziesięć tysięcy. Kupiłem sobie ubrania, i trochę najnowszych gadżetów. Poszedłem do pracy i… spodobało mi się takie życie. Szybko odkryłem, że jeśli będę uprawiał sex zarobię więcej. Zacząłem też tworzyć swoją renomę. Stałem się tak ekskluzywny, że mój terminarz jest zajęty na przynajmniej trzy miesiące do przodu, chociaż mam wolne terminy dla specjalnych klientów. Prowadzę podwójne życie. Oficjalnie prowadzę małą firmę zajmującą się tłumaczeniem książek, dokumentów, listów i innych pism, a także prowadzę szkołę językową. Z tym, że dochód z nich jest niczym w porównaniu z drugim zawodem. Jeden klient płaci mi nawet do pięciuset złotych za godzinę mojego czasu, nie seksu. Za seks biorę bardzo extra. Czasami weekend kończę nawet z kontem wzbogaconym o dwadzieścia tysięcy. To zależy. Zacząłem wpadać w rutynę. Wykonywałem swoje zawody doskonale. W ciągu tygodnia prowadzę szkołę i firmę i dbam o ciało, w weekend to ciało wykorzystuję. Mam dwa apartamenty w centrum Warszawy, jeden dla klientów, drugi mój własny, a także razem z Viviene korzystamy z domków nad morzem i w górach. Niektórzy mają fetysze krajobrazów. Już rozumiesz czemu tak. Mam wszystko jeżeli chodzi o świat pieniędzy. Jeżeli nie mam to właśnie to sprowadzam z Paryża, albo skądinąd. Piękne życie.

-Czegoś tu nie rozumiem. Ty chciałeś się zabić ! Nie wyglądasz zresztą na przeszczęśliwego … – powiedziała zdziwiona Natalie, widać było że dziewczyna dała się zbić trochę z tropu.

-Cóż, byłem ubogi, ale byłem szczęśliwy. Każde kolejne zero na koncie powodowało, że przestawałem żyć. Istniałem dla innych. Dosłownie. Eugene – Bożek miłosnych uniesień. Jestem znany w całej polskiej klasie biznesowej, politycznej. Miałem patronów, jak jakaś gejsza. Miałem nawet “partnerów”, “partnerki” którzy płacili mi za bycie z nimi. Pieniędzy się nie kocha. Pewnego dnia poszedłem do sklepu po nowy garnitur. Potrzebowałem dla klienta. Miałem być jego asystentem w sprawie kontraktu, a potem mieliśmy iśc do niego zabawić się. W sklepie z garniturami stał on … Zwykły nudny, chłopak pewnie w moim wieku. Zwykły i nudny do czasu gdy na mnie spojrzał swoimi jasnymi jak śnieg północy, albo bezchmurne niebo oczami. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Kupiłem garnitur i tonę niepotrzebnych dodatków, żeby dostał wyższą marże. Godzinami wystawałem pod sklepem i wpatrywałem się w niego. Cały czas o nim myślałem, chociaż nigdy nie rozmawialiśmy. Uratował mi nawet życie. Ostatnio jednak mieliśmy problemy w klubie. Ktoś wniósł narkotyki. Klub został zamknięty. Mój Jean oskarżony o dealing, Viviene o sprzyjanie narkotykom. Jechałem z kaucją. Na posterunku, kiedy już miałem do nich wejść usłyszałem ich jęki, kiedy uprawiali razem seks. Viviene wiedziała, że go kocham. Mówiłem jej o tym. Wybiegłem z posterunku i … jestem tutaj.

 

-Eugene.- Zwróciła się do niego Natalie- powiedz mi jedną rzecz. Czy on wie że go kochasz ? Czy tylko stworzyłeś miliony aluzji tak nie jasnych że nie dających się wykryć ?- powiedziała dość sarkastycznie.

Eugene milczał. Oczywiście że tego nie zrobił. Kiedy pracował był otwarty i bezpośredni. W uczuciach zawsze był niepewny.

-tak myślałem- Natalie spojrzała na niego autorytarnie- w takim razie pojedziesz tam jutro i mu to powiesz- właściwie rozkazała bardziej niż radziła.

-ale …- zaczał Eugene

-nie ma “ale”. Zrób to albo będziesz cierpiał do końca życia. Zapewniam cię, że jeśli się do tej pory nie domyślił to już tego nie zrobi, więc zrób to dla siebie i to wyrzuć z siebie. A nuż jednak cię pokocha. – błysnęła zębami – muszę już lecieć, spotkamy się jeszcze. Do zobaczenia. Sprawdzę czy to zrobiłeś.

Eugene został sam w abstrakcyjnie wesołej knajpce nad kubkiem gorącej czekolady. Czuł, że faktycznie powinien powiedzieć o swoich uczuciach. Postanowił tak uczynić, ale najpierw chciał zrobić coś innego. Nic w nim nie było silniejszego niż gniew, który w nim narastał przez całą opowieść. Gniew na Viviene, która go oszukała. Chciał się zemścić i odebrać Jeana. Miał nawet pewien pomysł jak to zrobić. Wyjął komórkę i zadzwonił.

– Solange tu mówi Eugene. Tak. Ten Eugene. Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia.

 

 

Zmiana.

Dużo się zmieniło, więcej niż przypuszczałam.

W piątek, tydzień temu uciekłam z domu bo z matką było nie do wytrzymania, upiła się i poszarpałam się z nią.

Pojechałam wtedy do Dominika,

poznałam jego córkę i byłam u niego do soboty następnego tygodnia.

Moja matka wiedziała że niby nocuję u jego córki a on pracuję na nocki.

Nie przyjechałam tam żeby uprawiać seks, właściwie nawet nie chciałam. No raz się zdarzył analny, ale tak to nic między nami nie było.

Jego córka zauważyła że coś ze sobą mamy,

nie chodzi o to że wiedziała, po prostu zauważyła jak on na mnie patrzy, że jest dla mnie milszy.

Chodź przyznam że spałam z nim w jednym łóżku ok 3 razy, ale nie uprawialiśmy seksu. Mogłam się w niego wtulić, był bardzo ciepły więc mogłam się przy nim ogrzać.

Zmieniłam styl, skończyłam z czarnymi ciuchami, chcę ubierać się też w inne kolory.

Z jego córką tylko raz byłam na domówce.

Jak wróciłam zadzwonił do mnie Blondas, który kilka dni przed wyszedł z więzienia.

Był w gościach z moją matką, jej koleżanką i jej jeszcze znajomym.

Blondas w tej grupie ludzi był najmłodszy, ma 27 lat.

Jak się dowiedziałam że jest i mogę go zobaczyć szalałam z radości, znałam go już od małego ale bardzo dawno go nie widziałam.

W kilka minut ogarnęłam się i wyszłam, już zobaczyłam go jak weszłam do pokoju, jego twarz się nie zmieniła.

Podałam mu swój nr, bo poprosił.

Potem zaproponowałam spacer, i poszliśmy na półtorej godziny.

On kupił mi fajki i sobie dwie małe butelki wódki,

która w sumie smakowały jak oranżada.

Trochę wypiłam, kilka łyków.

Potem nie wiem nawet jak to się stało, zaczęliśmy się całować.

On rękoma błądził po moim ciele,

miał zimne dłonie które szybko się ogrzały bo byłam bardzo ciepła.

Przytulaliśmy się, rozmawialiśmy.

Ale on twierdzi że jestem za młoda dla niego, trochę też mnie to wkurza bo bardzo chciałabym z nim być.

Moja matka nie pozwala mi się z nim widywać bo mówi że to frajer.

Ale ja się w nim totalnie zakochałam,

i nie słucham tego co do mnie mówi moja stara.

Dzisiaj idzie z jakimś kolesiem na randkę do Gdyni, ja mam zamiar zaprosić Blondasa do siebie,

przed chwilą dzwonił i mu to powiedziałam a on wciąż wyjeżdża z tym

“ale jesteś trochę za młoda dla mnie”

Już mnie to wkurvia, dla mnie i tak wiek nie robi.

Może jak się z nim dzisiaj zobaczę pogadam o tym spokojnie.

Czy warto się żenić?

Obejrzałem dziś statystyki bloga, często rzucam okiem na to ile osób było dziś ile wczoraj… W sumie zaskoczony jestem mocno bo średnio mam między 30-50 wejść. Zwykle 30 jest, a pamiętam jeszcze nie tak dawno było 10-14 skąd to podwojenie? Wiem, że kilka osób regularnie czyta, ale to za mało… Tak sobie myślę, że może jestem w jakimś rankingu top 1000 :D na jednym z końcowych miejsc ale może to wystarcza :)

 

Pamiętam kiedy na początku pytałem o zdanie na temat bloga (znajomi nie wiedzą) więc bodaj 2 młodych chłopaków powiedzieli mi „no no fajny, ale o czym to jest?”. Właściwie tak się rozmowa zakończyła… No cóż bez ładu i składu, a jednak są tacy co czytają. Niby zrobiłem kategorię, niby jest kilka wyróżnionych tematów, ale chyba ładu to jednak jak nie było tak nie ma.

 

Dla mnie osobiście najciekawsze są osoby, które piszą „Witam czytam twojego bloga od jakiegoś czasu i pomyślałam, że napiszę” – takie były do tej pory dwie. Mój rozmowny charakter nie pozwala mi jeśli blog mnie zainteresuje nie napisać OD RAZU! Zwykle maila bo od razu na niego można odpisać, czasem jest też komentarz.

 

Hmm dziś byłem w kościele i nawet u spowiedzi… Jest taki stary ksiądz, który spowiada w sposób specyficzny. Bardzo uważnie słucha, analizuje po czym za każdym razem mówi jedno i w zasadzie to samo. Z czym w sumie zgadzam się z nim absolutnie i uważam, że świetnie rozumie Boga i zna dobrą drogę mówi on tak:

 

– Pamiętaj, żeby zawsze kochać Boga i bliźniego swego bo to jest najważniejsze. Jaki by nie był.

 

Jakby ktoś nie wiedział to są dwa przykazania miłości zresztą mówi o nich Jezus, rozwijając to powiedziałbym tak „kochając człowieka kochasz Boga, nie da się kochać Boga jeśli nie kocha się człowieka” – jeśli ktoś ma wątpliwość dlaczego to może albo:

– Przeczytać jeszcze raz Biblię

– Przeanalizować to w sobie samym i znaleźć rozwiązanie

– Zapytać np. mnie ja spróbuję odpowiedzieć.

Druga droga jest naturalnie najlepsza. W ogóle to proszę na moim blogu nie mylić Boga z nauką Kościoła W KOŚCIELE. Bo ogólnie nauka Kościoła jest słuszna, ale w KOŚCIELE na tzw. kazaniu mówi się przeważnie o tym o czym nie powinno.

 

Tak np. dziś pomyślałem sobie „kazanie na temat aborcji” powinno mówić krótko, że to źle i nie powinno się robić i przejść do kolejnego tematu. A Kościół zabrania! Tego mu robić nie wolno bo ogranicza to wolność woli, zresztą nawet Bóg nie broni nikomu czy to grzeszyć czy nawet mówić „Ciebie nie ma!” a kościół pozwala sobie na „więcej” niż ma prawo. Właściwie kościół moim zdaniem powinien być jedynie prostym ułatwieniem w drodze tzn. możemy iść na Rysy sami, ale łatwiej z wycieczką, jest jakiś przewodnik on MOŻE BYĆ LEPSZY LUB GORSZY i dlatego jest kilka monoteistycznych Kościołów i żaden do końca nie jest w 100% słuszny, tak uważam.

 

No to może skoro była niedziela to akurat temat religijny mi się zrobił :)

 

Miłego dnia życzę!

..::ORIENTACJA SEKSUALNA::..

   Myślę, że niektórzy z Was po przeczytaniu tego posta więcej razy nie zajrzą na mojego bloga, ale już na samym początku, kiedy go zakładałem, obiecałem, że będę się dzielił z Wami wszystkimi sprawami dotyczącymi mojej orientacji seksualnej, nawet tymi najbardziej zboczonymi. Tak więc, osoby wrażliwsze proszę o pominięcie tego posta.

   Wczoraj miałem całe mieszkanie do swojej dyspozycji. Mama wyszła do pracy na popołudnie, a tata z bratem wyjechali na kilka dni na wieś. Postanowiłem poeksperymentować. Jak wiadomo seks analny jest bardzo popularny zarówno wśród gejów jak i wśród par heteroseksualnych. Ci drudzy z pewnością chętniej wybierają tą formę seksu ze względu na brak możliwości zajścia w ciąże przez kobietę. Natomiast u par homoseksualnych, jeden z partnerów, nazywany pasywem w tym układzie jest osobą uległą, natomiast drugi, jest aktywem, osobą penetrującą odbyt pasywa. Według mnie pasyw jest zwykle osobą wrażliwszą, delikatniejszą, takim odpowiednikem kobiety, natomiast aktyw to prawdziwy, męski, dominujący facet. Mimo iż nadal jestem prawiczkiem to sądząc po tym co zaobserwowałem myślę, że najbardziej pasowałaby mi rola pasywa, ponieważ nie jestem odpowiednikiem męskiego faceta. Wole jak inny mężczyzna daje mi poczucie bezpieczeństwa, a nie na odwrót. Postanowiłem sprawdzić czy aby na pewno będzie mi taka rola pasować. Przeczesałem cały dom w poszukiwaniu czegoś, co najbardziej przypominałoby mi swym kształtem męskiego członka. W końcu znalazłem butelkę po piwie i stwierdziłem, że będzie po prostu idealna ze swoją smukłą szyjką. Jeden z moich gejowskich znajomych z internetu, poradził mi aby za każdym razem przed stosunkiem analnym zrobić sobie pewnego rodzaju lewatywę. Więc też tak zrobiłem. Rozebrałem się, weszłem do wanny, uklękłem w rozkroku, podstawiłem prysznic pod tyłek i pod dość dużym ciśnieniem wody zacząłem oczyszczać jelito grube. Gdy to zrobiłem, wziąłem butelkę i posmarowałem jej wąską część kremem Nivea. Łatwo wejść nie chciała i bardzo bolało, ale nie poddałem się. Kiedy w końcu osiągnąłem to co zamierzałem, zaczęło się robić całkiem przyjemnie ;) . Moje przypuszczenia się potwierdziły i w tej chwili nie miałem ani cienia wątpliwości jaką rolę preferuję w seksie analnym.

   Oczywiście nie masturbowałem się analnie przez cały dzień. Znalazłem także świetną stronę z torrentami i pościągałem mnóstwo gejowskich pornoli. Link do tej strony zamieszczam w „Zajrzyj tu „.

 

 

Pierwszy dzień w gimnazjum

to pełen spokój!!!

Gimnazjaliści jeszcze trzeźwieją po poprawinach Sylwestra.

Nikt nie zwracał uwagi na mnie dopóki…

Nagle widzę zainteresowanie chłopaków z 2a. Patrzą się na mnie i skrupulatnie coś analizują ( o ile potrafią). Zgłaszają się! To już totalny szok bo jak coś chcą to zwykle krzyczą!

Więc pytam się: Co chcecie?

A oni: Proszę pana, a ta kurtka to Levis’a?!

Oczywiście byli bezbłędni. To prezent który sobie sprawiłem po Świętach.

Oni nie wiedzą gdzie leży miasto w którym mieszkają ale na komórkach (powtórzyła się niedawno ta sama historia, w tej samej klasie i dotyczyła właśnie mojego nowego telefonu) i innych drogich rzeczach to się znają…

 

 

A po godzinach wizyta u Foniatry. Baba wsadzała mi jakąś rurę do gardła. Zacząłem się ksztusić i ją oplułem…

Dlatego właśnie nauczyciele krzyczeć!

dama u mnie nocowała

zapierdala wrecz mysle ze oswajam sie z mysla iz niewiele jest tego czasu dane na mnie wiec jak bedzie pora to bedzie gites

wczoraj mialem noc ze musoałem spac w jego ramionach

nie o ruchaniu mówie

ale tej wiezi

stazeje sie kurwaz

nie da sie ukryc,jutro jak bedzie lepiej to pójdziemy na spacer ,chce porobic troche fotek

stwierdzilem ze warto sie podzielic swoim doswiadczeniem

jesli ktos ma jakies pytani co do analu mesko meskiego lub oóglnie o seks to pytac

ide

 

Nowa Galeria

Pojechałam do Warszawy, aby załatwić kilka spraw m.in. miałam się zobaczyć z moim PANEM oraz przeżyć seksualna rozkosz z moim znajomym.. spotkałam się z PANEM w centrum pod sex-shopem.  Zgodził on się pomóc mi w wyborze wibratora. Niestety byłam rozczarowana wyborem…   Ceny troszkę mnie zaskoczyły. Po dłuższej chwili wybrałam ten, który mój PAN mi doradził. Prosty, idealnej długości( 18 cm długość, 10 cm obwód), niebieski wibrator. Mój WŁADCA zaproponował mi, że odprowadzi mnie kawałek, pod wejście do galerii… szliśmy jednak w dziwnym kierunku, zbaczając z drogi… Galerie chowała się powoli na innymi blokami… A przecież to miał być cel naszej podróży. Byłam zdziwiona tym faktem, ale po chwili już  domyśliłam się co się dzieje. Mój PAN chciał mnie sprawdzić. Test był bardzo prosty, PAN chciał wiedzieć czy mam na sobie bieliznę, czy posłusznie wykonuje jego rozkaz. Zdałam test   Tuż przed rozstaniem dostałam nowe, niespodziewane zadanie do wykonania. Musiałam podczas zwykłego spotkania z moim przyjacielem zaciągnąć go do łazienki/przebieralni w galerii handlowej i zrobić mu loda. Oczywiście wszystko nakręcić, zrobić zdjęcia. Dość długo z tym zwlekałam…Dlaczego? Bo odczuwałam strach….Nie przygotowałam się psychicznie tego dnia na tego typu zabawy, bałam się przyłapania w łazience, głupich komentarzy, spojrzeń innych ludzi jak będziemy razem z toalety wychodzić… Pierwszy raz miałam znaleźć się w takiej sytuacji. W końcu zdobyłam się na odwagę. Powiedziałam przyjacielowi,że mam dla niego pewną niespodziankę… Miał iść za mną i dowiedzieć się wszystkiego na miejscu. Jakież było jego zdziwienie, gdy stając przed toaletą powiedziałam, że jesteśmy na miejscu. Rozejrzałam się dookoła czy nikogo nie ma w pobliżu.. I weszliśmy do środka. Czułam się podobnie wykonując rozkaz z klatki..Miałam wyostrzony słuch, serce biło mi szybko. Powiedziałam, żeby mi trochę pomógł w rozpinaniu…I uklękłam przed nim i wyjęłam jego sprzęt. Zaczęłam od lizania okolic penisa, po chwili poprosił mnie abym już go wzięła do buzi, bo nie może wytrzymać. Posłusznie,więc objęłam jego penisa ustami i robiłam loda tak jak mój PAN mnie kiedyś nauczył.Schodząc w dół masowałam go ustami a gdy ruszałam ustami do góry zasysałam..Jego zachwyt szybko zaowocował wytryskiem. Ale widać było, że to nie będzie ostatni, ponieważ jego penis nie stracił dużo ze swojego kształtu. Tym razem zabrałam się najpierw za lizanie jąder od jednego krańca aż po czubek penisa…A potem masowałam penisa ustami, natomiast moje ręce delikatnie obejmowały i poruszały jajkami. Nastąpiła druga eksplozja spermy..Nie smakowało mi Jego nasienie…było strasznie gorzkie. Ale rozkaz mojego PANA jest ważniejszy, więc połknęłam wszystko co do kropli. Zaczęliśmy się ubierać.. wtedy usłyszeliśmy, że ktoś obok wchodzi. Zdenerwowało mnie to, bo jeszcze kilka minut przecież i już by po nastu śladu nie było…Zastanawialiśmy się, co zrobić. Nie było innego wyjścia jak wyjść…Nie mogliśmy tam sterczeć bez końca.. Wyszłam pierwsza prawie biegnąc..Nie obejrzałam się nawet, co to była za osoba, czułam się bardzo zawstydzona, zażenowana i poniżona ta sytuacją  . Zatrzymałam się dopiero z daleka od tej toalety. Czułam, że, pomimo było po wszystkim to nadal rozsadzała mnie adrenalina.. Chyba zawsze przeżywam wszystko tak intensywnie.

Drugim rozkazem miała być przygoda z drugim moim znajomym.Niestety nie wyszła tak jak mój PAN to zaplanował. Mój znajomy i ja byliśmy zmęczeni, więc przełożyliśmy igraszki na rano, ale budzik niestety nie zadzwonił.. i zaspaliśmy. Byłam bardzo zła…  ale mam nadzieje, że mój PAN pozwoli mi to powtórzyć. Podczas tego spotkania tylko zdołaliśmy się poprzytulać, dotykać, chciałam też spróbować seksu analnego, ale gdy wszedł we mnie odczułam straszny ból… nie wiem czy to z powodu tego ze za mało mój tyłek był przygotowany czy też za szybko się jego penis wślizgnął do środka.. Obiecałam PANU koncertową powtórkę z tego zadania.

ZDJĘCIA Z TEJ WYCIECZKI ORAZ Z NOWYM WIBRATOREM JUŻ W GALERII!!  

Powered by WordPress. Theme: Motion by 85ideas.
39 i pół serial | Na imię mi Earl | On ona i dzieciaki serial | Wakacje | Top Gear serial online | Csi seriale online | U Pana Boga w ogródku | Californication seriale online | Z Archiwum X seriale online | Kyle XY | Stawka większa niż życie seriale on | Ojciec Mateusz seriale | krótkometrażowe film | pozycjonowanie blog pozycjonowanie blog | Najlepszy w sieci moderowany katalog seo dla każdego internautyPobierz masturbacja walenie konia za darmo